Fotografia znalazła mnie wcześnie. Pierwszy aparat — radziecki Zenit — dostałem od brata, i to on zaraził mnie tym, że w kadrze można zatrzymać coś więcej niż tylko twarz. Od tamtej pory aparat towarzyszy mi wszędzie: na planie filmowym, na ulicy, w drodze po syna do przedszkola.
Przez ponad 20 lat pracy jako fotograf portretowy i operator filmowy nauczyłem się jednej rzeczy, która zmieniła wszystko: najlepsze portrety nie rodzą się z najdroższego sprzętu. Rodzą się ze światła, które potrafisz przeczytać, i z zaufania, które potrafisz zbudować z osobą po drugiej stronie obiektywu.
Światło naturalne odkryłem właściwie z konieczności — na początku nie miałem pieniędzy na lampy. I okazało się, że to było najlepsze, co mogło mi się przydarzyć. Dziś wiem, że jest nieograniczone, darmowe i potężniejsze niż niejedno studio — jeśli tylko rozumiesz, jak z nim pracować.
Dziś dzielę się tym wszystkim na warsztatach. Pokazuję strukturę, która działa niezależnie od miejsca, światła i tego, czy model staje przed obiektywem pierwszy raz w życiu. To ta sama metoda, którą stosuję na każdej swojej sesji — i chcę, żeby stała się także Twoja.