Zanim wziąłem aparat do ręki, byłem kimś, kto obserwuje ludzi. Zawsze tak miałem. A pierwszym modelem, najważniejszym, był mój ojciec — długie rozmowy przy kawie, przy oknie naszego domu, i zdjęcia, które robiłem mu przy okazji.
Mój syn budzi się codziennie i pierwsze, co widzi przez okno, to drzewa oświetlone przez słońce — w jednym miejscu ciemniej, w innym światło się przepala. Dokładnie tak ja pamiętam swoje pierwsze przygody ze światłem słonecznym.
Jutro mam nową sesję. Nową osobę, której nie znam, nie wiem jakim jest człowiekiem. Doświadczenie i strategia dają mi możliwość zbudowania tego spotkania — a wszystko zaczyna się od kawy.